czwartek, 24 marca 2016

Chińska myśl kosmetyczna - Pilaten Black Mask

Pilaten Black Mask

   "Chińska maska", "latex", "wosk do twarzy" - te i inne epitety można znaleźć w internecie, szukając informacji na temat maski Pilaten. Pierwszy raz zetknęłam się z nią na kanałach zagranicznych, głównie azjatyckich, youtuberek. Później, w polskiej blogosferze pojawił się na fali popularności zakupów na chińskiej platformie AliExpress i jej podobnym. 
   Ja swój egzemplarz trafiłam na allegro. Dostępne są pełnowymiarowe tubki 60g oraz jednorazowe saszetki. Pokusiłam się od razu na dużą tubę, tym bardziej że kosztowała ok 25zł, a wątpiłam aby saszetka wystarczyła mi do testów. 
   Przyjrzyjmy się samemu produktowi. Nie, nie był wcale podejrzany. Otrzymałam go w kartonowym pudełku, na którym trudno było dojrzeć cokolwiek przez gąszcz nieprzyjaznych krzaczków. Ani daty ważności, ani naklejki z wypisem składu, ani też informacji jak to wogóle stosować. 

Pilaten Black Mask
My eyes are bleeding...
   I bądź tu kobieto mądra. Na podjerzanych forach doczytałam, aby trzymać ją na twarzy 30-40 minut. Z jakiego filmiku na youtubie dowiedziałam się, aby wcześniej porządnie rozszerzyć pory. Mój TŻ zaklinał mnie "Nie idź tą drogą! Życie Ci nie miłe?!". ALe ja jako ja -nie słucham, tylko idę na żywioł. Raz się żyje!
Pilaten Black Mask
Esencja ciemności
   Ponoć składa się z bambusowego popiołu, ale myślę, że to czcze gadanie. Bardziej wygląda mi to na krew orków - czarne jak noc, kleiste jak Wikol. Ale co tam! Wzięłam gorący prysznic, i nałożyłam mazidło.
Twarz taka krzywa - zachodzi mutacja.
   Nakładając mazidło trzeba się śpieszyć - zastyga szybko. Na zdjęciu moja druga próba z tym produktem, tak więc byłam świadoma ŻEBY NIE NAKŁADAĆ TEGO BLISKO OCZU. Serio. Chyba, że chcecie płakać jak bobry. No i oczywiście z dala od brwi. Chyba, że macie zamiast nich tatuaże.
   Po około 15 minutach maska zastygła na tyle, że uniemożliwiała jakiekolwiek ruchy mimiczne. Czuć ściągnięcie. Czekałam z niecierpliwością na przewidziane 40 minut.
   Gdy nadeszły było o niebo gorzej - jeśli kto z was używał kiedykolwiek plastrów z woskiem, to nie wie, jakie to uczucie bo i tak nie przyklejaliście ich sobie na twarz. A takie jest to właśnie uczucie - odrywania woskowych plastrów lub taśmy klejącej.Dlatego też nie polecam nakładać tego blisko oczu - ból jest okropny. 
   A efekty... Jak na taki pomiot Nazguli - oszołamiające. Skóra jest oczyszczona w stopniu doskonałym. Widać to na odrywanych płatach maski. Jeśli macie jakieś drobne włoski na twarzy - pozbędziecie się ich za jednym zamachem. 
Podsumowując - polecam zaryzykować ;) Ja przy niej zostanę.





piątek, 18 marca 2016

Ratowanie złamanego paznokcia - czyli mó jpierwszy raz z Semilac Hard MIlk

   Stało się. Po bardzo długim okresie spokoju, t.j. od kiedy zaczęłam używać hybryd, jeden paznokieć dosłownie złamał się wpół. Nie mam bladego pojęcia, co było tego przyczyną, ale wyglądało to doprawdy okropnie.
   Może był to jednak jakiś przewrotny znak? Znak, żebym w końcu kupiła Semilac Hard.
   Po dokonaniu riserczu na wszelkich możliwych forach i na youtubie, zdecydowałam się na Semilac Hard Milk - jakoś bardziej przemawia coś, co widzę, gdy tym maluje (jestem ślepy kret).
Dzień był słoneczny, więc wzięłam ze sobą TŻ i wybraliśmy się na wyprawę do najbliższego nam sklepu ze wszelkimi produktami fryzjersko-paznokciowymi.
- Dobry!
- Dobry.
- Semilak do przedłużania jest?
- Jest. Zwykły?
- Milk.
<krzątu krzątu>
- A szablony do przedłużania są?
- Są. 100 czy 50?
- Jeden?
- 50?
- Niech będzie _^_
Starczy na resztę życia. Muszę jednak zaznaczyć, że wersja milk kosztuje 37 zł. Niech nikt nie będzie zdziwiony tak jak ja w sklepie. Za 50 szablonów zapłaciłam 5 zł.
   Po powrocie do domu, zabrałam się za pierwsze w życiu przedłużanie paznokci.

ingredienty
  'Znowu będziesz smrodzić? Do kuchni' <chlip>

Straty
   Oto jak prezentuje się poszkodowany. Różnica, jak widać, znaczna. 
Zmywacz, BeBeauty, Protect
   Zaczynam od zmycia odżywki, którą zastosowałam w akcie rozpaczy po nagłej stracie... Polecam w.w zmywacz, szczególnie tym, którzy nie mogą się pozbyć przebarwień po ciemnych lakierach. Wyposażony jest w wygodną pompkę, dzięki której jeszcze go na siebie nie wylałam. 
   Następnie używam bloczka polerskiego i delikatnie matowię płytkę. Przemywał cleanerem.

Szpon
   Właściwą operację zaczęłam od przymocowaniu szablonu. Płytka była tak krótka, że było to wyjątkowo nieprzyjemne. Trzeba pamiętać, aby paznokieć w całości znajdował się na szablonie. 

Semilac, Base
   Pierwsze malowanie to baza. Maluję wyłącznie płytkę (bez szablonu).

30 sekund
 
   Siup po lampę. Moja jest ledowa - jestem chyba zbyt niecierpliwa na tradycyjne czekanie. 
Ciężka sprawa
    Kolejny krok - Semilac Hard Milk. Konsystencja tego produktu jest wyjątkowo nieprzyjemna - glutowata i klejąca. Malujemy całą płytkę, wyjeżdżając na szablon, na wybraną długość nowego paznokcia (jednak nie więcej niż 3mm). Koniuszek nie musi być idealny. 

30 sekund
   Znów pod lampę. Hardem zrobiłam dwie cieńsze warstwy (tak dla pewności). Muszę zaznaczyć, że tak jak nigdy nie czułam żadnego dyskomfortu przy nakładaniu hybryd, tak przy hardzie palec piekł mnie odczuwalnie. 

Trochę krzywo
   Po utwardzeniu drugiej warstwy posłużyłam się drewnianym patyczkiem i delikatni podważając koniuszek paznokcia, odkleiłam go od szablonu. Szablon zdjęłam (nie było to proste, trzymał się mocno). Paznokieć przemyłam cleanerem i spiłowałam drobnoziarnistym pilniczkiem na wybrany kształt. Na zdjęciu widać moje niedokładność - z jeden strony hard trochę się zebrał i zrobiło się dziwne wzgórze. Na szczęście ginie później w kolorze.
 
067 Juicy Strawberry 

   Czas na kolor. Wybrałam Semilac 067 Juicy Strawberry.

Kończymy
   Finiszuję topem, a jakże, Semilac. Na koniec przemywam wszystko cleanerem. 

Et voila!

   No i który był złamany? ;D 
Podsumowując: głupia ja, tyle razy męczyłam się ze złamanymi paznokciami (ścinając resztę do równego poziomu y.y), gdy doskonałe rozwiązanie było w zasięgu ręki. Mimo odczuwalnego pieczenia, hard semilaca podbił moje serce. Po zastygnięciu jest równie twardy jak reszta pazurków. Szczerze polecam!











środa, 9 marca 2016

ShinyBox luty2016

    Pełna optymizmu po styczniowym pudełku, patrząc nadzieją w przyszłość, oczekiwałam kuriera z nowym boxem. Bardzo denerwuje mnie fakt, iż są one wysyłane w piątek (WTF). Te poniedziałkowe dostawy są mi wybitnie nie na rękę - teraz sie trochę nagimnastykowałam, ale zobaczymy jak będzie w marcu.
  Wracając do sedna, zajęta testowaniem Black Desert Online piszę z poślizgiem, ale oto jest! Czym tym razem zaskoczy mnie pudełeczko?

  Pudełko ciężkie, tak jak ostatnio. Choć może trochę bardziej? Kolorowe w czarnym opakowaniu. 




  Po otwarciu dostaję oczopląsu od mnogości zawartości. Od razu w oczy rzuca się ogromna tuba ledwo mieszcząca się wewnątrz. Może powinni zainwestować w większy kaliber pudełek? ;3
  Widać, że pielęgnacja to w tym miesiącu słowo klucz. Pielęgnacja z naciskiem na włosy. Z 'kolorówki' tylko jeden rodzynek - transparentny puder. O ile można to nazwać kolorowką ^^Y
   Przejdźmy do poszczególnych produktów.

PERFECT.ME maski i szampon
 Kosmetyk opracowany z myślą o perfekcyjnej pielęgnacji włosów. Bez parabenów. Bez pochodnych ropy naftowej (olejów mineralnych i parafiny). Bez konserwantów CIT i MIT. Bez sztucznych barwników. Bez ftalanów. Testowany dermatologicznie. Bogata receptura szamponu nadaje włosom jedwabistą miękkość i zdrowy, idealny wygląd.
Trafiłam na wersję dla włosów suchych co bardzo mnie cieszy. Szampon poczeka jeszcze w kolejce, na chwilę obecną mogę pochwalić go za bardzo miły zapach. 
   Maski są bardzogodne polecenia. Zastanawiam się na kupnem wersji Repair & Color Save. Bardzo ładnienawilża włosy, zbytnio ich nie obciążając. A do tego iście perfumowy zapach. 

Szampon - produkt pełnowymiarowy 8,99zł/250ml
Odżywki - próbki 8,99zł/200ml  lub  1,49zł/20ml

Biały Jeleń, Kozie mlek - szampon + odżywka
 Dodane jako gratis, saszetki nie był opisane w karcie. Zużyłam, i stwierdzam, że nie jest to coś odpowiedniego dla mnie - szampon pienił się na poziomie tego, dla dzieci; włosy po zastosowaniu obu produktów był bardzodziwne w dotyku, jakby czym oblepione. Bardzo się też kołtuniły.

Biały Jeleń szampon do włosów z kozi mlekiem - próbka 8,30zł/300ml
Biały Jeleń, odżywka do włosów z kozim mlekiem - próbka  10,60zł/200ml

Prestige Solutions, Hyaluronic Repair

   Hydrożelowe płatki pod oczy z mikrocząsteczkami złota i kwasem hialuronowym. Błyskawiczna kuracja regenerująco-odmładzająca dla delikatnej skóry pod oczami. Formuła oparta na kwasie hialuronowym o niskiej masie cząsteczkowej wnika w głąb skóry, dając efekt widocznego rozświetlenia i wygładzenia. Regularne stosowanie płatków skutecznie spowalnia procesy starzenia.
  Trafiłam na wersję złotą. Płatki są śmieszne w dotyku - jak zgęstniała żelatyna. Szybko się je aplikuje i bez problemu utrzymują się na miejscu przez przepisowy czas, nawet jeśli nie leży się bez ruchu. Po zastosowaniu skóra jest dobrze nawilżona i miękka. Bawiłam się tym wieczorem, a drugiego dnia również czułam dobroczynne efekty. 

Hyaluronic Repair - produkt pełnowymiarowy  6,99zł/para

Dove krem do rąk nawilżający, dermospa

Dzięki dobroczynnym kwasom omega zawartym w olejku oraz technologii Cell-MoisturisersTM przywraca suchej skórze blask oraz jedwabistą gładkość. Aksamitna konsystencja otula skórę i pielęgnuje jak zabieg w SPA każdego dnia!
  Kremy do rąk zawsze walały mi się po domu, bo nigdy nie mogłam ich zużyć. Patrzę do pudełka -krem do rąk. *sigh* Jednak po użyciu go w ramach testu, oniemiałam - moje dłonie natychmiast zmieniły się nie do poznania. Miękkie i gładkie, a do tego krem błyskawicznie się wchłania, więc od razu mogłam zasiąść do gry nie brudząc klawiatury. Pachnie pięknie, a efekty utrzymały się nawet po kąpieli - magic!

Dove, krem do rąk z serii Dermospa - produkt pełnowymiarowy 13,99zł/75ml

Delia, balsam do ust

   Balsam do ust Strawberry Sorbet intensywnie nawilża i wygładza usta. Wzbogacony został pielęgnującymi składnikami aktywnymi: olejkiem rycynowym oraz witaminami E i C, dzięki którym odżywia, regeneruje i chroni. Nadaje ustom piękny, owocowy zapach oraz subtelny kolor.
Balsam z rodzaju tych suchych - niezbyt kremowy Pachnie ładnie, lecz smakuje jak czysta wazelina. Koloru brak, za to błysk jak najbardziej. Nie za bardzo się wchłania. Pozostawia na ustach odczuwalną warstwę. Jednak nie klei się. 

Balsam do ust - produkt pełnowymiarowy  5,10zł/4,9g

Affect, puder fiksujący

Puder dzięki zawartości skrobii ryżowej ma właściwości matujące. Utrwala makijaż i sprawia, że utrzyma się on w nienaruszonym stanie przez cały dzień. Polecany w szczególności na wielkie wyjścia czy sesje fotograficzne. Doskonale sprawdza się u osób z problematyczną i przetłuszczającą się cerą. Nie przesusza skóry! Nie posiada koloru, dzięki czemu pasuje do każdego odcienia skóry.
    Na koniec perełka - puder firmy Affect. Marka-widmo, której strona się nie otwiera, za to ma facebooka (yhym). 
  Jednak wybaczam to, bo produkt jest bardzo godny polecenia. Mam cerę jakąś taką dziwną; bardzo suchą, jednak często przetłuszczającą się na czole (co nie przeszkadza temu, żeby skóra na nim była jednocześnie sucha, ech). Po nałożeniu większości podkładów jest ono bardziej śweitlane, niż moje przyszłość. Stosowałam puder fiksujący marki Wibo, jednak miał on tendencję trochę ściemniać całość, co przy mojej bladej twarzy nie wyglądało zbyt korzystnie. Puder z shinyboxa jest jego przeciwieństwem w tej kwesti - bieli ;3 Dla niektórych będzie to minusem, jednak ja bardzo sobie ten efekt chwalę. Na skórze wygląda naturalnie, o ile się z nim nie przesadzi. 
  Cena trochę zaporowa, jednak niewielka jego ilość wystarcza na pokrycie całej twarzy cienką warstwą. 
 Puder fiksujący Fix&Matt - produkt pełnowymiarowy  70zł/10g


  Jako, że pudełko powstawało przy współpracy z answear.com otrzymaliśmy bon na 50 zeta w tym właśnie sklepie (przy zakupie za 200, a jakże). 


PODSUMOWANIE

   To pudełeczko mogę ocenić na mocną czwórkę. Przypadło mi do gustu o wiele bardziej, niż poprzednia wersja z lakierowym koszmarem. Część rzeczy już wykorzystałam, ana pewno reszta się nie zmarnuje. Chyba, że szampon będzie do d... to będę musiała go komuś przehandlować. 
   Niektóre z produktów bardzo przypadły mi do gustu, i zastanawiam się nad ich późniejszym kupnem.
  Z niecierpliwością czekam na czekoladowy marzec :3 

MTFBWY







wtorek, 23 lutego 2016

Tanie i... dobre? Dwie maskary od Lovely.

                         

   Lovely to tania marka kosmetyczna, wywodząca się z dobrze znanego Wibo, dedykowana raczej młodszej klienteli. Wiele z was zna pewnie rozsławiony swego czasu rozświetlasz Golden Highlights czy kwartet korektorów. 
   Na którejś z kolei rossmanowej wyprzedaży stuffu do oczu, zdecydowałam się wypróbować coś nowego własnie tej marki. Bez zastanowienia kupiłam dwa tusze do rzęs, za które po 49% zniżce zapłaciłam trochę ponad 10zł ;) 

Lovely, Wild Cat Eye

   Pierwsze pod lupę trafiają Dzikie Kocie Oczy. Według dość enigmatycznego opisu na opakowaniu jest to "maskara do rzęs nadająca mega objętość i efekt "kociego oka" dzięki specjalnej szczoteczce".
Zawsze byłam fanką takiego rodzaju szczoteczki. Dzięki niej można łatwo dołożyć tusz tylko tam, gdzie chcemy: czy to tylko na końcówka, po azjatycku - a środku, cz też właśnie w zewnętrznym kąciku aby uzyskać efekt ów kociego oka.

  Trzeba przyznać,że nazwa jest bardzo adekwatna - kocie oko można łatwo wypracować, a i dzikość nie jest poza zasięgiem użytkownika. Tym bardziej, gdy pod koniec dnia (lub też nawet i wcześniej) tusz zaczyna się kruszyć i wpadając do oczu wywołuje potok łez i przekleństw.
Cena: 10,49zł

Lovely False Lashes Mascara

   Na wstępie już przyznam, że druga przedstawicielka rodziny Lovely o wiele bardziej przypadłą mi do gustu. Według producenta jest to "Maskara nadająca efekt sztucznych rzęs".Tyle w temacie! Po co taka nazwa? Po co taki opis? Liar, liar, pants on fire~ To jest najnaturalniej wyglądający tusz z jakim miałam do czynienia. Można powiedzieć, że lekko, acz ładnie upiększa rzęsy i czasem nie da się odróżnić, czy machałaś cały ranek tym wiosłem, czy urodziłaś się taka ładniutka.

   Tradycyjna, puchata szczoteczka dość dobrze rozprowadzić produkt, jednak trzeba uważać, czy nie wzięło się go trochę za dużo, bo łatwo można dorobić się pajęczych nóżek.
Cena: 10,49zł


Wild Cat Eyes vs False Lashes

   Podsumowując, oba tusze mają kilka cech wspólnych. Są to: niska cena i tendencja do kruszenia się (z czego WCE o wiele bardziej niż FLM). Oba również śmierdzą jak śmiercionośne zakłady chemiczne. Nie zauważyłam jednak, żeby rzęsy jakoś szczególnie po nich wypadały.
   Warto jednak wypróbować je na sobie, nawet jeśli się nie sprawdzą nie zaboli to naszych kieszeni. 
   Osobiście FLM zakupiłam już drugie opakowanie i często używam jej w bardziej naturalnym looku. 


Edit: Aby mascary nabrały w/w właściwości muszą odleżeć swoje - ok. tygodnia, otwierane od czasu do czasu.


środa, 17 lutego 2016

Rosyjska pielęgnacja włosów - babuszka Agafia i Planeta Organica


   O cudach rosyjskiej myśli kosmetycznej słyszałam już od bardzo dawna. Każda kolejna informacja tylko zwiększała mój entuzjazm. W końcu w moje ręce wpadły dwa produkty z dwóch różnych firm kosmetycznych. Czy sprawdziły się i u mnie? I co najważniejsze- czy zostaną ze mną na dłużej?

Maska drożdżowa babuszki Agafii

  Na pierwszy ogień idzie osławiona przez wielu maska drożdżowa babuszki Agafii. Według informacji zawartej na opakowaniu, maskę nanosimy na całą długość włosów i pozostawiamy na 1-2 minuty. Po tym czasie włosy mają być mocniejsze, nie wypadać oraz szybciej rosnąć.
Jak na moje odczucia, czas ten jest trochę przesadzony - co może się wydarzyć w przeciągu minuty? Trzymałam ją na głowie ok.15 min głównie na skórze głowy, bo to na szybszym wzroście włosów zależało mi najbardziej. Niestety,włosy jak rosły sobie baaardzo powoli, tak w dalszym ciągu rosły. Minimalnie zmniejszyło się wypadnie, ale przed użyciem nie było zbyt spektakularne, także tylko mały plusik za to. 
Kolejny plus to zapach: aromat słodko-waniliowego ciasta drożdżowego. Jednak nie utrzymuje się on na włosach po umyciu. 
Na nieszczęście, po użyciu maski skóra głowy nie nie rozumiem wszędobylskich zachwytów nad tą maską. Przejdźmy do podsumowanie. 
Plusy
  • przyjemny zapach
  • zmniejsza wypadanie włosów
  • wygładza włosy w stopniu zadowalającym
Minusy
  • powoduje pieczenie skóry głowy
  • nie przyspiesza wzrostu włosów
  • nieekonomiczne - po kilku użyciach widać już denko
Czy kupię ponownie - zdecydowanie nie


Szampon do włosów turecki Hammam, Planeta Organica

   Drugi pod lupę trafia szampon z firmy Planeta Organica. Posiadana przeze mnie sztuka to szampon z serii tureckiej Hammam. Opakowany w poręczną buteleczkę z pompką,która ułatwia dozowanie. Szampon pachnie bardzo ładnie - czystym cynamonem. Chociaż znając produkty z serii Hammam z Yves Rocher spodziewałam się czegoś bardziej w tym kierunku, zapachu ziemno-drzewnego z korzenną nutą. Szampon pieni się w średnim stopniu, włosy muszą być bardzo mokre. 
Niestety i w tym przypadku przyszło rozczarowanie. Po użyciu tego szamponu włosy plączą się niemiłosiernie. Nigdy nie miałam z tym problemu, a tu proszę, taka niespodzianka! Ta jego właściwość dyskwalifikuje go bezpowrotnie. Przez tworzące się kołtuny wypadło/wyrwało się tyle włosów, że aż serce boli. 

Plusy
  • bardzo ładny zapach
  • ekonomiczny
  • poręczne opakowanie
Minusy
  • bardzo plącze włosy
  • słabo się pieni
Czy kupię ponownie- Nie!

  Dwa różne produkty, dwóch różnych firm A jednak tle wspólnego. Oba pachną przepięknie i obiecująco,bo i oba wiele obiecują. Jednak ani jeden, ani drugi produkt nie spełnia swego zadania. Mają jakieś tam właściwości pielęgnujące, lecz w ogólnym rozrachunku bardziej szkodzą, niż pomagają. 
Jak na razie mocno zraziłam się do rosyjskich eksperymentów i zostanę przy swoim szamponie dla dzieci ;)

czwartek, 4 lutego 2016

Trio od Ziaji

  Kosmetyki Ziaji przewijały się przez moje życie wielokrotnie; krem z serii oliwkowej lub kozie mleko zawsze gościł u mojej babci, natomiast dwufazowego płynu do demakijażu oczu używała moja mama. Dla nastolatki chcącej podążać za najnowszymi trendami, polskie, tanie i, co by tu nie mówić, pospolite kosmetyki Ziaji nie były niczym kuszącym. Przebrnęłam więc przez L'oreal, Oriflame, Avon, Nivea, Garnier... Ale na dłuższą metę nie zyskałam nic, prócz pozbycia się kieszonkowego,  
   Po wielu latach zasilania kasy zagranicznych marek, przychylnym okiem spojrzałam na swojski rynek, który to okazał się nie być tak ubogi, jakim go sobie początkowo wyobrażałam. 
   Będąc w jednej z galerii handlowych natknęłam się na stacjonarny sklep Ziaji. Czyż można odpuścić sobie taki dar losu? Sklep niewielki, schludny, przypominający aptekę, buteleczki poukładane równiutko seriami... Dla Bogini Zniszczenia i Chaosu miejsce co najmniej stresujące. Jednak wzięłam się w garść i uzbrojona w druciany koszyczek ruszyłam na łowy. 


   Po krótkim namyśle (aby tylko moje kręcenie się w kółko nie przywołało pomocnej ekspedientki) wybrałam coś na dzień, na noc i pod oczy. A za wszystko zapłaciłam mniej, niż wcześniej za jeden słoiczek amerykańskiej demokracji. 

 Warto dodać - posiadam skórę suchą, bez znacznych niespodzianek, lekko przetłuszczającą się na czole. 

Kozie mleko, krem I nawilżenie
   Pierwszy pod lupę trafia krem nawilżający na dzień z serii kozie mleko. Na początku muszę nadmienić, że nie są to opinie "na świeżo" - wszystkie opisywane dziś kosmetyki sięgają już denka (prócz kremu po oczy ;)). Testowałam je blisko 4 miesiące. 
   Po tym czasie pierwsze co muszę powiedzieć to to, że krem ten idealnie nadaje się pod makijaż. W ciągu tych 4 m-cy używałam co najmniej pięciu podkładów w kombinacji z różnymi pudrami i żaden z nich nie "pogryzł" się z tym kremem. A przyznam, że nie zawsze chciało mi się czekać do jego pełnego wchłonięcia. 
Producent opisuje go tak: Aktywny preparat o intensywnym działaniu nawilżającym skórę suchą i mało elastyczną.
DZIAŁANIE
• intensywnie i trwale nawilża naskórek oraz głębsze warstwy skóry
• uzupełnia niedobór naturalnych substancji odżywczych
• stymulując naturalne procesy odnowy naskórka wyraźnie wygładza drobne zmarszczki
• zapobiega fotostarzeniu oraz skutecznie łagodzi podrażnienia 
50ml
Cena regularna - 7zł

Moja ocena:
+ nie podrażnia   
+ dość dobrze nawilża
+ nie pozostawia tłustej warstwy
+ dobry pod makijaż
+ cena skłaniająca do wypróbowania
- brak znaczącej poprawy stanu skóry

Kupię ponownie? Możliwe


Witamina C, krem głęboko regenerujący na noc
   Nocnikiem został krem z serii Ziaja med - kuracja dermatologiczna z witaminą C. Swego czasu, kilka ładnych lat temu używałam serii kremów Oriflame również zawierających witaminę C (pomarańczowe i żółte słoiczki pełne treści o cytrusowym zapachu). Zawsze dobrze je wspominałam, jako ratunek dla mojej szaro-bladej, wiecznie zmęczonej cery. Noce spędzane przy nabijaniu leveli nigdy nie wychodziły mi na dobre - przynajmniej wizualnie. Witamina C miała dać mi wygląd jak po dobrze przespanej nocy, co w jakimś stopniu spełniała. 
   Wodzona na pokuszenie dobrymi wspomnieniami sięgnęłam po ów poważnie wyglądający krem. Również pachniał lekko cytrusami, albo możne.... wanilią? Nigdy nie przywiązuję do takich rzezy uwagi. Przejdźmy może do efektów tej "kuracji". No nie wiem. Trochę 'meh', ze względu na to, że moja skóra wydawała się po nim jakaś taka 'toporna'. Nie raz czułam, że nie stosując go mam więcej pożytku niż po zastosowaniu. 
Opis producenta: Reduktor zmarszczek na noc  
Nawilżająca emulsja z aktywną i stabilną witaminą C oparta na: - biotechnologii enzymatycznego, stopniowego uwalniania witaminy C - synergicznym połączeniu z kwasem hialuronowym i hydroxyproliną dla optymalizacji skuteczności - długotrwałym oddziaływaniu na skórę po aplikacji
PROBLEM: 
skóra potrzebująca intensywnej odnowy – cienka, o niskiej spoistości, zwiotczała, z widocznymi zmarszczkami i przebarwieniami, pozbawiona zdrowego kolorytu i młodzieńczego blasku.
WSKAZANIA: 
profilaktyka przedwczesnego starzenia się skóry - sugerowana pielęgnacja 30+, po zabiegach dermatologicznych i estetycznych, dla osób o obniżonej kondycji skóry, szarej i zmęczonej.
EFEKT MED 
- Aktywuje naturalny cykl nocnej regeneracji. 
- Zmniejsza objawy starzenia się skóry: 
- Wzmacnia i odnawia strukturę kolagenową 
- Wygładza drobne oraz spłyca głębokie zmarszczki 
- Odczuwalnie wygładza, nawilża i zmiękcza 
- Lekko złuszcza naskórek i redukuje matowy wygląd skóry.
30ml
Cena regularna: 15zł

Moja ocena:
+ nie podrażnia
+ lekko nawilża
+ niewygórowana cena
- za słabe nawilżenie
- skóra robi się po nim trochę szorstka
- w strefie przetłuszczającą się produkcje nie ładne grudki 

Kupię ponownie? Nie

Oliwkowy krem po oczy
   Pod oczy coś naprawdę podstawowego - lekki krem nawilżający z chyba najstarszej serii od Ziaji. Co do oczu nie mam specjalnych wymagań. Potrzebuję tylko dobrego nawilżenia, które nie wpłynie negatywnie na trwałość makijażu. Ten krem zapewnia to w 100%. Szybko się wchłania, nie jest tłusty i nie wiem czy kiedykolwiek go wykończę - jedna aplikacja pochłania mikroskopijne ziarenko produktu. 
Opis producenta: Oliwkowy, bardzo odżywczy krem pod oczy i na powieki. 
Wzbogacony witaminą E i prowitaminą B5 oraz substancjami bazowymi o działaniu regenerującym.
WSKAZANIA
przeznaczony do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu w każdym wieku
DZIAŁANIE 
• zapewnia odczuwalne nawilżenie naskórka 
• zapobiega wiotczeniu cienkiej skóry pod oczami 
• wyraźnie wygładza i spłyca drobne zmarszczki 
• redukuje oznaki zmęczenia
15ml
Cena regularna: 8zł

Moja ocena:
+ lekki
+ nie podrażnia
+ wolno się zużywa
+ dobry pod makijaż
- potęguje zasinienie pod oczami
- nie wygładza drobnych zmarszczek

Kupię ponownie? Możliwe


PODSUMOWANIE

Trio od Ziai w dużym procencie spełniło moje oczekiwania. Możliwe, lecz mało prawdopodobne, że zakupię je ponownie. Dlaczego? Tylko dlatego, że z chęcią przetestuję również inne produkty tej marki. Są to kosmetyki naprawdę porządne, a niska cena tylko zachęca do wypróbowania ich wszystkich ^^

Łączna liczba wyświetleń

Etykiety